Jelena Pawłowna pojawiła się w kuchni tak, jakby zamierzała ratować ojczyznę. Drzwiczki szafki trzasnęły, naczynia zadźwięczały.
— Ty chyba już kompletnie przestałaś się wstydzić? Szampon za osiemset rubli?! To co, złote mydło? Ty rozumiesz, jakie to pieniądze? Chcesz luksusu — kupuj za swoją pensję!
Mirosława nawet się nie odwróciła. Ręce zanurzone w pianie, talerze błyszczą, a w plecy wchodzi lodowata fala irytacji.
— To mój szampon, Jeleno Pawłowno. Kupiłam za swoje pieniądze. Moje, nie pańskie.
— Aha, twoje… — przeciągnęła teściowa z takim jadem, że można by zdezynfekować ranę. — A mieszkanie czyje? Meble czyje? Gaz kto opłaca? Mój Sierioża! A ty — królowa, widzisz. Nawet szmaty do ręki nie weźmiesz.
— Ja, proszę pani, właśnie mam szmatę w rękach — syknęła Mirosława przez zaciśnięte zęby. — Widać?
Leave a Comment