Potem teściowa zaczęła pojawiać się częściej, zostawać dłużej i za każdym razem znajdowała coś, co było „nie tak”: kurz na półce, źle złożone ręczniki, zbyt mało wykrochmalony obrus.
— Marinoczka, przecież rozumiesz, że dobra żona powinna dbać o dom — mówiła Walentyna Pietrowna z miłym uśmiechem, od którego robiło się zimno. — Andriusza jest przyzwyczajony do porządku. Tak go wychowałam.
Po roku Andriej zaproponował Marinie, żeby zrezygnowała z pracy.
— Po co ci ta praca? — zapytał pewnego wieczoru, gdy wróciła do domu po ważnych negocjacjach. — Wracasz zmęczona, w domu bałagan, kolacji nie ma. Znajdź coś prostszego, bliżej domu. Mojej pensji nam wystarczy.
Marina próbowała się sprzeciwić. Lubiła swoją pracę, lubiła rozwiązywać trudne problemy, rozmawiać z partnerami, czuć, że się rozwija. Ale Andriej był nieugięty, a Walentyna Pietrowna poparła syna.
— Dziecko, kobieta powinna być strażniczką domowego ogniska — tłumaczyła, siedząc w ich kuchni i popijając herbatę. — Kariera to męska sprawa. A spójrz na siebie: sińce pod oczami, rozczochrana. Jaki mąż to zniesie?
Marina zrezygnowała z pracy. Znalazła posadę administratorki w małym biurze niedaleko domu — nudną, monotonną, z niską pensją. Ale teraz miała czas gotować, sprzątać, prasować koszule Andriejowi. Wydawałoby się, że wszystko powinno się ułożyć.
Zamiast tego wymagań było coraz więcej.
Leave a Comment